Opublikowano 03.06.2010, autor: admin"Bitwa w Seattle"
Film Battle in Seattle to zindywidualizowana opowieść o bohaterach masowego ruchu alterglobalistycznego oraz o ich politycznych oponentach. Za jego realizacja stoją Remstar Productions Inc (Can), Insight Film Studios Ltd (Can), Proud Mary Entertainment (US), Hyde Park Entertainment (Int) a scenariuszem i reżyserią zajął sie debiutant w tej roli – Stuart Townsend.
Film od początku ma pretensje do miana solidnego paradokumentu, dowiadujemy się o wyidealizowanej roli WTO i jak to coś zboczyło ze swojego szlachetnego kursu. Z drugiej strony dostajemy słabe merytorycznie slogany alterglobalistów, czyli to o czym informują nas co jakiś czas media, gdy już muszą coś o nich powiedzieć. A przy okazji rozmów między głównymi bohaterami dowiadujemy się że ich pobudki w gruncie rzeczy są całkiem niskie. W filmie powiela się również stereotyp anarchisty-chuligana. Kolejną wadą filmu (choć pewnie popełnioną z premedytacją) jest fakt, iż najokrutniejsze sceny bicia i zagazowywania ludzi są nagraniami autentycznymi a inscenizacje są delikatnie mówiąc przesłodzone.
Jako że reżyser ewidentnie, chciał być bezstronny w akcję filmu wplątani zostają burmistrz (wyidealizowana postać, która chce dobrze, ale), policjant prewencji, który niczym gestapo bije, bo to jego praca, oraz jego żona, która przez przypadek dowiedziała się jaki los gotują manifestantom koledzy po fachu jej męża.
Z kolei do plusów filmu zaliczyć można nieśmiałe pokazanie roli policyjnych prowokatorów, dzięki którym można było ogłosić stan wyjątkowy. Kolejnym plusem są dobre chęci, gdyż z wiadomych względów, mało jest tego typu filmów wypuszczanych na duże ekrany.
Mimo wszystko uważam, że film jest warty obejrzenia, chociażby po to by móc go porównać z oryginalnym dokumentem pt „Tak wygląda demokracja (którego notabene zdaje się być podróbą), poza tym to niezła ciekawostka obejrzeć korporacyjny produkt starający się krytykować korporacyjny kapitalizm.
Dodaj komentarz
Reklamy






















