Opublikowano 10.08.2010, autor: admin"Bóg, którego nie było"
Film dokumentalny Briana Flemminga „Bóg, którego nie było”. Jakkolwiek marketingowe porównanie go do takich demaskatorskich filmów jak „Zabawy z bronią” czy „Supersize me”, które obaliły mity prawa dostępu do broni i pełnowartościowego jedzenia w fast-foodach jest nieco na wyrost, film został dostrzeżony na Grassroots Cinema Film Festival w Hollywood, a także przez prasę opiniotwórczą.
444 odsłon10 odpowiedzi na „“Bóg, którego nie było””
Dodaj komentarz
Reklamy























to juz bardziej do prawdy pasuje XD
Rozumiem, że nie każdy jest wierzący i szanuję zdanie oraz poglądy zarówno ludzi religijnych jak i ateistów, jeżeli umieją ich bronić ale ten film jak dla mnie to porażka. Takie samo dno jak zeitgeist. Lecz pewnie zdania będą podzielone.
a dlaczego porażka, możesz rozwinąć wypowiedź?
dobre dobre bardzo dobre…
Do Adama: owszem mogę rozwinąć wypowiedź. Jak mówiłem szanuję każde wyznanie ale trzymając się odpowiedzi na postawione przez Ciebie pytanie to film podchodzi do tematu bardzo tendencyjnie, upraszcza bardzo wiele zagadnień apologetycznych i występuje tu synkretyzm religijny. Dlatego dla mnie ten film to porażka choć napewno mogłem użyć innego słowa. Reasumując w moim pierwszym komentarzu, nie było moim celem skrytykować tego dokumentu ani odwieść kogokolwiek od oglądania a jedynie przedstawić swój punkt widzenia. Miłego oglądania i wyciągania własnych wniosków.
szkoda ze nie po grecku
Do Zaskoczony???: Z całym szacunkiem dla Twojego prawa wyrażąnia opinii ale czytając Twój ostatni komentarz mam wrażenie że chcąc zrekompensować sobie użycia słowa „porażka” z pierwszego postu (nie widzę nic złego w słowie porażka gdybyś jednak podjął próbę konstruktywnej krytyki)zaplątałeś się w wyrązeniach których sam nie do końca rozumiesz. Synkretyzmu religijnego, a raczej jego podkreślania to w tym filmie, w porównaniu z innymi produkcjami tego typu jest bardzo mało. Jeśli chodzi o upraszczanie zagadnień apologetycznych, to było by miło gdybyś wyłuskał te uproszczenia i oświecił, np. mnie. I jeśli stwierdzenie że film jest porażką nie jest niekonstruktywną krytyką to już naprawdę przestaję nadążać za Twoim tokiem myślenia.
Mnie osobiście razi zbyt osobiste podejście autora do tematu, ale to chyba było założeniem filmu. Reszta OK.
Pozdrawiam.
Adam…… Nie ma sensu spierać się z katolikiem..oni żyja w swoim świecie:)
nie podobal mi sie film po 5 minutach wylaczylem, wszystko co tam jest juz bylo i to za czasow tv edukacyjnej do tego powiedziane ciekawiej.
Jednak jesli ktos chce zaczynac obalanie mitow i legend to dobra pozycja.
Tak na marginesie ci ludzie pokazani na poczatku wygladaja conajmniej jak w transie, tak lekko ujmujac.
no cóż, parę bzdur jest.
W filmie autor twierdzi, że katolicy ucieszyli się z rozlewu krwi. To wielka bzdura. Dobrze pamiętam medialną burzę o brutalności tego filmu i nagonkę na Gibsona.
Przy wypunktowywaniu heroiczności Jezusa część rzeczy zostało zakreślonych na tak, mimo że w Biblii wcale tak nie było. Nie chce mi się oglądać filmu specjalnie jeszcze raz, żeby wypunktować błedy dokładniej, ale chyba jesteście w stanie sobie z tym poradzić.
Mitra, Dionizos, Ozyrys. Tylko ur. mitry świętowano 25 grudnia. Zresztą, ich życiorysy (gdy się je zna bardziej niż maksymalnie ogólnikowo) nie są wcale podobne do Jezusowych.
Historyczna dziura po ur. Jezusa rzeczywiście jest, ale to, co niby Piotr wiedział o Jezusie nie jest nijak potwierdzone. Żadne źródło po prostu nie przekazuje nam czym dokładnie mówił. Autor filmu traktuje to tak, jakby źródła jasno stwierdzały, że nie mówił.
Wiem, że gimnazjalni ateiści lubią każdą taką produkcję, ale fajnie by było jakby była rzetelna.